poniedziałek, 27 lutego 2017

19 ♥

"I had a dream
We were back to seventeen
Summer nights and the liberties
Never growing up
I'll take with me the polaroids and the memories
But you know I'm gonna leave behind the worst of us..." *



Chciałam żeby było jak kiedyś. Kiedy z Mario rozumieliśmy się bez słów, potrafiliśmy na siebie spojrzeć i już wiedzieliśmy o co chodzi. Teraz nawet, kiedy jasno stawiamy sytuację nie potrafimy się zrozumieć. Między nami się psuje, widzą to wszyscy. Nie chcę odpuścić, ale powoli nie mam siły. Naszym jedynym ratunkiem, albo końcem jest moja przeprowadzka do chłopaka i wakacje. 
Po naszej ostatniej kłótni nie odzywałam się do niego dwa dni. Dopiero, gdy przyszedł z bukietem moich ulubionych różowych gerberów i butelką truskawkowego wina, z tą skruchą w jego pięknych oczach uśmiechnęłam się i mu wybaczyłam. Nie chodziło o kwiaty, czy o głupi alkohol.Chodziło o sam fakt, że przeprosił, czekałam na te przeprosiny. Tylko tego chciałam.
Pakuję ostatnie rzeczy do wielkiej walizki, którą zabieram do Mario. Chłopak ma zaraz po mnie przyjechać i pomóc z bagażem i innymi drobiazgami.

-Jesteś pewna, że dobrze robisz?- spojrzałam na mamę, która siedziała w moim pokoju i patrzyła jak się pakuję.
-Jeśli to ma uratować nasz związek- westchnęłam.
-Może nie warto tego ratować? Nie zrozum mnie źle, ale nie ma co robić wszystkiego na siłę. Bardzo lubię Mario, jednak szczęście mojej córki jest ważniejsze- jej słowa uderzyły we mnie. Bo co jeśli ma rację? Jeśli nie ma sensu tego ratować?
-Mamo-pokręciłam zrezygnowana głową- Naprawdę go kocham, chcę chociaż spróbować.
-To tylko i wyłącznie Twoje życie, Twoje wybory. Jasmin, ja zawsze będę Cię wspierać.-przytuliła mnie a ja odwzajemniłam uścisk kobiety.
-Kocham Cię mamo-uśmiechnęłam się.
-Ja Ciebie też kocham-pocałowała mnie w czoło- Lepiej schodźmy na dół, wydaje mi się, że Mario przyjechał.

Godzinę później rozpakowywałam rzeczy, które przywieźliśmy do mieszkania mojego chłopaka. Goetze stał w progu garderoby i przyglądał mi się z szerokim uśmiechem. Odłożyłam ostatnią bluzkę na półkę i podeszłam do niego. 
Spojrzałam mu w oczy i pocałowałam go.
-Mmm a to za co?-oblizał wargi.
-Kocham Cię,cholernie Cię kocham-wzrokiem badałam jego twarz. W jego oczach dostrzegłam dziwną emocję, której nie potrafię sprecyzować, jednak na pewno nie było to nic dobrego.
-Jas-położył dłoń na moim policzku- Nawet nie wiesz, jak ja bardzo Cię kocham.- zamknął oczy i westchnął.
-Co się dzieje?-odsunęłam się od niego- Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
-Wiem, skarbie.- przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy- Nic się nie dzieję, naprawdę. Jestem zmęczony po treningu.

Kiwnęłam głową, nie byłam przekonana co do szczerości jego słów. Nie chciałam też drążyć, ufałam mu wtedy i byłam pewna, że wie co robi. Bo przecież mnie kochał. 
Cały wieczór myślałam o tej rozmowie, o jego oczach. Wiedziałam, że coś się dzieje. Nie wiedziałam tylko co. Najgorsze było to, że bałam się też poznać prawdy. Bałam się, że to będzie coś, co mnie zrani. Wybaczyłam mu ucieczkę z przed ołtarza, to jak mnie wtedy zranił...potrafiłam do niego wrócić. Jesteśmy znów razem prawie rok, trochę czasu minęło. Powinno być tylko lepiej, jednak jest gorzej. Może akurat, ta przeprowadzka faktycznie nam pomoże. Pomoże nadać temu uczuciu czegoś świeżego, silnego. Pozwoli nam kochać się tak, jak na początku. Jeśli to się nie stanie, to odpuszczę.


_____________________________________________________________________________


Wybaczcie, że taki krótki xD
Ale nastęlny będzie dłuższy :D ♥
* - Kygo - It Ain't Me feat. Selena Gomez

piątek, 17 lutego 2017

18♥

"Loving can heal
Loving can mend your soul
And it's the only thing
That I know, know
I swear it will get easier
Remember that with every piece of you
And it’s the only thing we take with us when we die..." *

UWAGA! INFORMUJĘ WAS NA POCZĄTKU, ŻEBY W TRAKCIE CZYTANIA NIE BYŁO ŻADNYCH NIEJASNOŚCI :D ROBIĘ PRZESKOK W CZASIE. MAMY ROK 2017, CZERWIEC.

~Jasmin~

Życie po wypadku było dla mnie dosyć trudne. Codzienne ćwiczenia, aby wrócić do pełnej sprawności, pomoc innych przy najprostszych, błahych czynnościach. To mnie męczyło. Dopiero jesienią mogłam sama wyjść z domu, bez żadnych kul, pomocy rodziców, Mario czy kogoś innego.
 Całą zimę spędziłam na nadrabianiu zaległości na uczelnię. Udało mi się to dzięki pomocy mojej, kochanej Flory, która tak poza tym jest w związku z Robinem. Śmieje się, że to moja tragedia w postaci wypadku ich do siebie zbliżyła. 
Marco i Scarlett nadal są ze sobą, chociaż z tego co opowiada mi Marcel i Robin nie jest zbyt kolorowo. Oboje chcą czegoś innego. Marco chce mieć trochę odpoczynku po ciężkim sezonie, natomiast Scar namawia go na jakąś szaloną wycieczkę po Afryce. Moje kontakty z Reusem są lepsze, po moim wypadku zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać, spotykać się. Jednak za każdym razem, gdy widzę go z narzeczoną czuję dziwne uczucie, które ściska mnie od środka. 
Moi rodzice postanowili wrócić na stałe do Dortmundu. Odkupili nasz stary dom, który nic się nie zmienił. Wiem, że to sprawka taty, który wiedział, że kiedyś wrócimy i sprzedał dom swojemu przyjacielowi, który i tak w nim nie mieszkał, co mnie w sumie dziwi. 
Pewnie zastanawiacie się jak ze mną i Mario. Jest dobrze. Mieszkamy osobno, chociaż mój chłopak zaczął bardzo naciskać, żebym się do niego wprowadziła. Nie mam pojęcia czemu, ale czuję dziwną blokadę. Nie chcę robić kolejnych kroków, kiedy nie jestem pewna tych, które postawiłam wcześniej. Coraz częściej się niestety też kłócimy. Mario jest okropnie uparty, tak samo jak ja. Nie możemy iść na kompromis. Gdybym teraz miała z nim zamieszkać to chyba byśmy się wzajemnie pozabijali. Pojawia się też problem niejakiej Alexy Braun, nowej fizjoterapeutki chłopaków. Kręci się niebezpiecznie blisko Mario. Nie są to moje jakieś chore zazdrości, tylko czysta prawda. Widzą to niemal wszyscy, oprócz oczywiście samego Mario.

Szykuję się właśnie na rozdanie dyplomów. Wreszcie skończyłam te cholerne studia i od dzisiaj jestem mgr Jasmin Koch. Przyjaciel mojej mamy zaproponował mi stanowisko w swojej galerii sztuki. Szuka nowego dyrektora, kogoś młodego, kogoś kto kocha sztukę. Kiedy tylko dowiedział się, że już skończyłam studia zadzwonił do mnie. Kim bym była, żeby odrzucić tak dobrą ofertę? Cały dzień skakałam z radości. 
Gotowa zeszłam na dół, gdzie czekali już rodzice. Chyba zapomniałam wspomnieć, że mieszkam razem z nimi. 
-Wyglądasz ślicznie Jasminko- mama uśmiechnęła się do mnie i przytuliła mocno.
-Dziękuję mamuś. Możemy jechać, pisałam z Florą i wszyscy już są na miejscu i czekają na nas.
-Jas, dobrze się czujesz? Zbladłaś trochę- spojrzałam na tatę, który przyglądał mi się z troską.
-Trochę się denerwuję, to dlatego. 
-Nie masz czym, to tylko rozdanie dyplomów. Mniej denerwowałaś się przed egzaminami. 
-Masz racę, kocham Cię tatku. Ciebie też mamuś. Ale błagam, jedźmy już.
-Mówisz i masz.

Na szczęście na miejsce dotarliśmy na czas. Nie zdążyłam się z nikim przywitać bo musiałam iść na swoje miejsce. Cała część oficjalna trwała ponad godzinę, niemal zasypiałam na tym miejscu. Zasnąć nie pozwalała mi tylko Flo, która cały czas trajkotała o wakacjach, na które mamy jechać za tydzień, całą ekipą, czyli Ja, Flora, Marco, Marcel, Robin, Mario, Scarlett, Erik Drum z dziewczyną i Alexa... Tak, nie zgadniecie kto ją zaprosił...dobra, macie rację, mój kochany chłopak. 

-Jasmin! Nie mogę uwierzyć, że skończyłyśmy te studia- krzyknęła włoszka i rzuciła mi się w ramiona.
-Ja też Flo! Ale udało nam się! Teraz wakacje i od września do pracy!
-Mów za siebie, ja po naszym wypadzie zaczynam pracę- chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał jej Robin, który bez żadnych słów przywarł do jej ust.
Na ramieniu poczułam czyjąś rękę, byłam pewna, że to Mario, jednak to był Marco.
-Gratuluję-przytulił mnie w taki sposób, w który tylko on potrafi.
-Dziękuję-pocałowałam go w policzek- Gdzie masz Scar?
-Nie ma jej i nie będzie-wzruszył ramionami- Wyjechała, rozstaliśmy się. 
-Tak mi przykro-przytuliłam go.
-Gwiazdko, nam i tak się nie układało. Byliśmy zbyt różni. Te całe oświadczyny były bez sensu.-westchnął
-Mam nadzieję, że znajdziesz swoją jedyną-uśmiechnęłam się.
Przez chwilę patrzyliśmy się sobie w oczy, ale przerwał nam mój chłopak.
-Jas, gratuluję-cmoknął mnie w usta i odsunął się. Ałć?
-Dzięki kochanie-wygięłam usta w grymasie, który miał być uśmiechem.-Jedziemy na ten obiad?
-No własnie, ja nie mogę. Alexa do mnie zadzwoniła, ma problem z kranem.-prychnęłam, kiedy usłyszałam słowa chłopaka.
-A od kiedy ty jesteś hydraulikiem? Nie przypominam sobie, żebyś zmieniał zawód-byłam zła.
-Jasmin...
-Co Jasmin?! Mario do cholery, to już któryś z kolei raz kiedy wystawiasz mnie dla tej siksy.
-Nie mów tak o niej-zirytował się.
-No nie, trzymajcie mnie! Z moich słów wyłapałeś tylko to!? Brawo!-nie interesowało mnie, że moi rodzice i przyjaciele są świadkami naszej kłótni.

-To tylko pół godziny i jestem.-westchnął.
-Nie Mario. Niech Alexa zadzwoni po fachowca. Chyba tyle potrafi zrobić. Chyba, że chodzi o coś innego niż kran.
-Jas, opanuj się.
-Ekhm, nie chcę Wam przeszkadzać, ale wszyscy się na Was gapią- Marcel wskazał głową na sporą grupkę, która nam się przyglądała.
-W dupie to mam- warknęłam- Mario, jeśli teraz do niej pojedziesz to możesz być pewny, że z mojej przeprowadzki do Ciebie nic nie będzie i z naszego związku również.
-Kochanie-w jego oczach zobaczyłam strach- Nie pojadę do niej, jesteś dla mnie najważniejsza. Pamiętaj.
-To nie pozwól mi o tym zapomnieć- spojrzałam mu w oczy i odeszłam w kierunku samochodu.



___________________________________________________________________________

JESTEM! ♥
WENA TEŻ JEST...OMG :D
MUSIAŁAM ZROBIĆ PRZESKOK, MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE JESTEŚCIE ZŁE :D
Ściągnęłam moje przedłużane paznokcie i od razu lepiej mi się pisze xD
Kto wyczuwa zmiany ręka w górę! :D
Alexa namiesza, to mogę Wam obiecać.  eheheh
Jestem okropna, wiem
Kocham Was ♥
* - Ed Sheeran "Photograph"




sobota, 28 stycznia 2017

17 ♥

"Oh, darling, if you leave me, 
I'll never make it alone, 
Believe me when I beg you, please,
Don't ever leave me alone. " *



~Mario~


Równy miesiąc. Tyle minęło od wypadku, który przewrócił nasze życie do góry nogami. Po dwóch tygodniach stan Jasmin zaczął się poprawiać. Teraz jest już stabilny. Niestety jej obrażenia były zbyt ciężkie i lekarze musieli przeprowadzić kolejną operację, po której wprowadzili ją w śpiączkę. 
Na domiar złego musiałem wrócić do treningów i normalnego życia. Tak więc spałem w nocy, chodziłem na treningi, siedziałem z  Jasmin, tam coś zjadłem i tak w kółko. Tak jak powiedziałem, załatwiłem jej miejsce w prywatnej klinice.Dzięki temu mogę być przy niej cały czas.

Dzisiaj lekarze mają ją wybudzać. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę jej oczy i ten uśmiech. Po chwilach grozy wreszcie nadchodziły te dobre momenty. 
-Panie Goetze, niestety musi Pan wyjść. Zawołamy Pana.-doktor uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco
-Dobrze.-pokiwałem głową i wyszedłem z sali, jednak wszystko widziałem przez szybę.
Obok mnie stali jej rodzice. Mama mojej dziewczyny ściskała rękę swojego męża i wpatrywała się z wyczekiwaniem w szybę. Marco, Robin, Marcel i Flora  stali obok mnie.
Odwróciłem się w stronę swoich rodziców i posłałem im uśmiech. Nie chciałem patrzeć na to co robią lekarze. Przez to nakręcałem się i w głowie miałem same czarne scenariusze.
Szmer przy drzwiach zmusił mnie do obrócenia się. Zobaczyłem uśmiechniętego lekarza.

-I co Panie doktorze?!-mama Jasmin zapytała, zanim ja zdążyłem to zrobić.
-Pacjentka się obudziła, nie ma zaniku pamięci.Ma czucie w nogach i reszcie ciała. Wszystko jest w porządku. Mogą Państwo do niej wejść. Tylko nie wszyscy na raz. 
-Dobrze.- mama dziewczyny spojrzała na mnie z niemą prośbą.
-Niech Państwo wejdą pierwsi-powiedziałem z uśmiechem.
-Dziękujemy Synu-tata Jas ze łzami w oczach poklepał mnie po plecach.

Państwo Koch wyszli po dziesięciu minutach. Mama mojej dziewczyny uśmiechnęła się do mnie i kiwnęła głową w stronę sali. Radosny jak nigdy wszedłem do pomieszczenia i niemal podbiegłem do łóżka.
-Mario- słychać było, że była jeszcze słaba.
-Cii-pocałowałem ją- Kocham Cię tak bardzo. Okropnie bałem się, że Cię stracę.
-Już jest dobrze, nigdzie się nie wybieram-uśmiechnęła się i ścisnęła moją dłoń.
-Nigdy więcej nie puszczę Cię żadną taksówką. Nawet nie wiesz co przeżyłem. Dobrze, że już z nami jesteś.
-Kocham Cię Mario.
-Kocham Cię Jasmin.


___________________________________________________________________

Wiem, że krótki...ale gdy pisałam coś więcej wychodziło z tego takie gówno XD
Obiecuuję, że następny będzie dłuższy ♥ Przepraszam za tak długą nieobecność, ale doskwierał mi całkowity brak weny ;'d
KOCHAM WAS ♥
Wasza Juliet♥
*- Tom Odell "Oh Darling"

poniedziałek, 26 grudnia 2016

16 ♥

"Not really sure how to feel about it
Something in the way you move
Makes me feel like I can't live without you
It takes me all the way
I want you to stay" *


~Mario~

Minął tydzień. Lekarze powiedzieli, że jej stan nadal jest zagrażający życiu. Jedynym plusem jest to, że jej organizm jest silny i stara się walczyć. Codziennie jestem w szpitalu. W domu tylko jem, biorę prysznic, śpię dwie godziny i wracam do szpitala. Codziennie jest tu ktoś znajomy. Chłopaki i dziewczyny z drużyny, Marco ze Scarlett, moi rodzice i bracia, Marcel, Robin z Florą i rodzice Jasmin, którzy zatrzymali się w mieszkaniu mojej dziewczyny. Jej mama jest załamana. Ciągle powtarza, że jedno dziecko już straciła i nie może stracić drugiego. Ja też nie mogę jej stracić. Jas jest moją jedyną miłością. 
Siedziałem w jej sali i trzymałem ją za rękę. Obiecałem sobie, że jak jej stan się poprawi załatwię jej miejsce w prywatnej klinice, gdzie będę mógł być z nią cały czas.

-Kochanie, proszę Cię..walcz. Dobrze wiesz, że nie potrafię bez Ciebie żyć. To ty jesteś moim życiem. Moim dzisiaj i moim jutrem. Kocham Cię całym sobą. Chciałbym, żebyś została moją żoną, matką moich dzieci. Jasmin do cholery jasnej! Musisz żyć- krzyknąłem a do sali wpadł Marco.
-Mario...
-Nic kurwa nie mów! Nic nie mówcie! Dajcie mi święty spokój!- krzyczałem.
Nawet nie zauważyłem jak do sali wszedł lekarz, a Marco z Robinem wyciągnęli mnie z pomieszczenia. Pielęgniarka dała mi jakiś zastrzyk, po którym się uspokoiłem i zacząłem kolejny raz w ciągu tego tygodnia płakać.
Kiedy podniosłem głowę zobaczyłem patrzącą się na mnie mamę Jas.
-Mario-powiedziała moje imię i mocno mnie przytuliła.
-Tak strasznie ją kocham-szepnąłem.
Kobieta tylko pokiwała głową. Żadne z nas nie dopuszczało do siebie myśli, że to mogą być ostatnie dni z Jasmin.
-Może chcesz pojechać do domu? My tu i tak będziemy siedzieć. Wszycy, czy nie i tak nic nie zrobimy. 
-Nie. Wolę zostać.
-Synu, bez obrazy ale wyglądasz okropnie. Musisz jechać coś zjeść i odpocząć- ojciec Jasim pchnął mnie lekko w kierunku wyjścia.
-No dobrze. Niedługo wrócę.

Nawet nie pamiętam jak udało mi się dotrzeć do domu. Pierwsze co zrobiłem to wziąłem długi, porządny prysznic. Potem odgrzałem sobie i zjadłem zupę-krem, który przywiozła mi rano Scarlett. Dopiero po posiłku poczułem jak bardzo jestem zmęczony. Położyłem się w sypialni i niemal natychmiat zasnąłem. O dziwo pierwszy raz od tygodnia spałem spokojnie i dłużej niż dwie godziny, bo aż pięć. Była 17, kiedy wróciłem do szpitala. Tym razem to ja wsyałałem państwa Koch do domu. Marco ze Scarlett postanowili jechać do domu. Zabrali ze sobą Marcela. Robin i Flora zdecydowali, że jeszcze posiedzą. 
Siedzieliśmy tak więc we trójkę,od czasu do czasu któreś z nas coś powieziało. 

-Wiesz Mario, powiem Ci, że zawsze coś do Ciebie miałem. Na początku wydawałeś mi się zbyt pewny siebie, cwany...Potem zostawiłeś Jasmin i zacząłem Cię nienawidzić, jednak teraz widzę, jak bardzo ją kochasz i jak Ci na niej zależy- Robin mówił do mnie, ale patrzył na ścianę. 
-Kocham, to prawda. Żałuję tego co zrobiłem kiedyś, ale to już przeszłość i na peweno nic takiego się nie powtórzy.
-Mam nadzieję. Kocham ją jak młodszą siotrę, jest dla mnie naprawdę ważna. Nie chcę żebyś kolejny raz ją skrzywdził-mocniej ścisnął rękę Flory, która się uważnie nam przyglądała.
-Nie skrzywdzę. Obiecuję Ci to Robin.
-Pamiętaj, że inaczej tym razem nawet Marco i Erik Ci nie pomogą-zaśmiał się.

Jasmin tak bardzo Cię kocham. Proszę Cię, musisz żyć. Cały czas powtarzałem to w myślach. Nie mogłem jej stracić.







____________________________________________________________________________
Także tego xDD
Kocham Was soł macz ♥
WESOŁYCH ŚWIĄT ♥
Celebrujcie ładnie ten ostatni dzień :D
No i MEGA sylwestra ♥
*- Rihanna "Stay" ft. Mikky Ekko

niedziela, 18 grudnia 2016

15 ♥

"A million shards of glass
That haunt me from my past
As the stars begin to gather
And the light begins to fade
When all hope begins to shatter
Know that I won't be afraid" *


~Marco~

Telefon. Jasmin. Szok. Szpital. Łzy. Jasmin.
Od wczoraj nic innego nie siedzi mi w głowie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Jasmin może umrzeć. Że może już się nie obudzić, zostawić nas wszystkich i odejść na zawsze.  Nie mogłem znieść również myśli, że tyle czasu z nią nie rozmawiałem, unikałem jej i nawet nie napisałem do niej głupiej wiadomości. Dwa zadania które wymieniliśmy przed meczem nie były zadowalające. 
Najgorsze było to jak lekarz powiedział, że mamy się z nią pożegnać. Czułem się jak w jakimś koszmarze, z którego człowiek jak najszybciej chce się obudzić. Mario powiedział, że mam wejść pierwszy, bo on nie jest w stanie teraz nawet wstać z krzesła.
Kiedy otworzyłem drzwi do jej sali zobaczyłem bladą, mocno poobijaną, podłączoną do mnóstwa kabelków Gwiazdkę. Była taka bezbronna. Ona nie mogła nas zostawić.
-Cześć Gwiazdko-usiadłem na krzesełku obok łóżka i złapałem ją za rękę. Była lodowata- Wiesz,że nie możesz nas zostawić. Nie damy sobie bez Ciebie rady. Jesteś jedną z niewielu osób, która potrafi przemówić Robinowi do rozumu, wytrwać na zakupach z Marcelem, nakrzyczeć na Florę, kiedy prowadzi...Powiedzieć mi, że robię źle i być mimo wszystko przy Mario. Kocham Cię mała, nie wiem co bez Ciebie zrobię. Nie możesz umrzeć, rozumiesz to-pociągnąłem nosem i otarłem łzy.
- Jak tylko się obudzisz to wszystko Ci wyjaśnię- pocałowałem ją w czoło i wyszedłem z sali. Zaraz po mnie wszedł Mario. On siedział tam zdecydowanie dłużej. Nie wyszedłby, gdyby nie lekarz, który kazał mu to zrobić.

-Marco, może pojedziemy do domu? Weźmiesz prysznic, prześpisz się trochę i wrócimy?- niemal całkowicie zapomniałem o obecności swojej narzeczonej.
-Nie chcę-pokręciłem głową.
-Jedź, jak coś to do Ciebie zadzwonię. Jak możecie to zabierzcie też moich rodziców i Marcela. Jak tak chodzi to tylko mnie denerwuje- Mario był w totalnej rozsypce. Obwiniał się o coś, na co nie miał kompletnie wpływu.
-No dobrze, tylko zadzwoń. Jak przyjadę to ty pojedziesz się ogarnąć i przespać. Wyglądasz okropnie. 
-Dzięki stary-pokręcił głową- Możesz mi tylko przywieźć kilka rzeczy z mieszkania? Koniecznie ładowarkę i bluzę. 
-Nie ma sprawy. Przywieziemy Ci coś do jedzenia.
-Nie jestem głodny...i tak nic bym nie przełknął. Ah no i możesz zadzwonić do trenera, że przez jakiś czas mnie nie będzie?
-Jasne. Dzwoń, jak coś.
-Będę.
Uściskałem go jeszcze po przyjacielsku i poszedłem poinformować rodziców chłopaka i Marcela, że jedziemy do domów. Cała trójka się opierała, ale jakoś udało mi się ich przekonać. Najpierw odwieźliśmy rodziców Mario a potem Marcela. 
Kiedy tylko skończyłem brać prysznic poszedłem do pokoju, w którym przez jakiś czas mieszkała Jasmin. Walało się tu jeszcze kilka jej rzeczy. Wziąłem jej sweter i powąchałem. Pachniał jej ulubionymi perfumami. Pachniał nią. Automatycznie zaczęły płynąć mi łzy. Wziąłem ubranie i położyłem się w jej łóżku. Chwilę słyszałem jak Scarlett krząta się po kuchni, potem zasnąłem wciąż czując zapach perfum Jas.

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Zerknąłem na zegarek i zobaczyłem, że już 20. Spałem od 12, miałem zdrzemnąć się tylko godzinę a nie osiem. Słyszałem, że Scar otworzyła drzwi, więc poszedłem do łazienki umyć zęby i przebrać się. Kiedy zszedłem na dół zobaczyłem tylko swoją narzeczoną, która nakładała zapiekankę z makaronem na talerze.
-Cześć skarbie-pocałowałem ją w szyję.
-Hej, jak się czujesz?
-Wyspany, ale głodny. Ktoś był? Bo słyszałem dzwonek do drzwi.
-Tak, Robin wpadł po jedzenie i rzeczy dla Mario. Powiedział, że jak się ogarniemy to możemy przyjechać. Rodzice Jasmin przylecieli. Jest z nimi kiepsko.
-Rozumiem. Zjemy i jedziemy. Chyba, że chcesz zostać?
-Nie, też spałam i się ogarnęłam. Chcę jechać.
-Dobrze.

Szybko zjedliśmy, ogarnęliśmy się i zapakowaliśmy resztę zapiekanki w pojemniki. Postanowiliśmy zawieźć to rodzicom Jasmin, bo znając ich nic nie zjedli i przyjechali prosto z lotniska.
-Kochanie, nie martw się. Ona z  tego wyjdzie-słowa Scarlett dodały mi otuchy. Jednak, kiedy dotarliśmy do szpitala zobaczyliśmy nieciekawą scenę. Mario siedział na krześle ubrany w bluzę z kapturem i płakał. Rodzice Jasmin byli w jej sali i również płakali. Robin stał patrząc się w ścianę i trzymając Florę za rękę. Marcela jeszcze nie było.
-Co z nią?-podszedłem do Kaula.
-Zatrzymała się, znowu musieli ją reanimować.
-Kurwa mać-uderzyłem w ścianę pięścią.
-Idź pogadaj z Mario.On potrzebuje teraz wsparcia- przyjaciel pokazał ręką na Goetze.
-Masz rację-przytaknąłem i podszedłem do chłopaka.
Przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy. Ściskałem jego ramię i nic nie mówiłem. Nie chciałem mówić, że będzie dobrze, bo nie wiedziałem czy będzie.
-Chciałem w wakacje zabrać ją na Kauai. Chciałem, żeby była szczęśliwa. Miałem się jej tam oświadczyć... tym razem bym nie stchórzył. Wiem, że to kobieta mojego życia, moja jedyna miłość.
-Wiem Mario. Dla niej też jesteś tym jedynym. 
-Tak bardzo ją kocham, nie mogę jej stracić Marco, rozumiesz?!-spojrzał na mnie czerwonymi od płaczu oczami.
Gdybyś Mario tylko wiedział, jak ja też ją kocham...

____________________________________________________________________________

Tak miało być od początku bloga.Ehh
Kocham Was ♥
* - Sam Smith - "Writing's On The Wall"


sobota, 10 grudnia 2016

14 ♥


"I want you to know that it’s our time
You and me bleed the same light
I want you to know that I’m all yours
You and me we’re the same force
I want you to know that it’s our time
You and me bleed the same light
I want you to know that I’m all yours
You and me run the same course" *


~Jasmin~

Był piątkowy wieczór, leżałam wtulona w Mario i rozkoszowałam się błogim lenistwem,które nas ogarnęło. Było mi ciepło,wygodnie, czułam się bezpieczna i kochana. Czego chcieć więcej? Od tygodnia znów jesteśmy razem. Nie jest to oficjalne. Wiedzą tylko nasi rodzice i przyjaciele. Z Marco rozmawiałam chwilkę wczoraj, przed meczem chłopaków z Hannoverem. Pogratulowałam mu zaręczyn ze Scarlett, powiedziałam, że za nim tęsknię i dołączyłam do Jenny i Lisy. Chcąc nie chcąc mój wzrok leciał w kierunku narzeczonej Reusa. Dziewczyny widząc to śmiały się ze mnie i mówiły, że jestem zazdrosna. Otóż nie jestem. Jestem tylko w szoku, że mój przyjaciel, którego wydawałoby się, że znam lepiej niż siebie oświadczył się kobiecie, która w ogóle nie jest w jego typie. Chociaż może teraz zmienił swój typ? Nie wiem, już nic o nim nie wiem. Jedyne o co mogę być zazdrosna to to, że ona może na niego liczyć, natomiast ja już niekoniecznie.

Westchnęłam ciężko i wstałam. Zdziwiony Mario oderwał wzrok od telewizora i na mnie spojrzał.
-Co jest?-zapytał siadając.
-Jadę do domu-przeczesałam ręką włosy.
-Czemu? Zostań-wziął mnie za rękę.
-Wiesz, że nie mam już ubrań na zmianę i jutro jestem umówiona z Marcelem i Robinem. Obiecałam im, że pomogę im jutro w Cocaine.
-To chociaż Cię podwiozę, już późno-wstał z kanapy.
-Kochanie, ledwo stoisz. Widzę, że jesteś zmęczony. Nic mi się nie stanie jak pojadę taksówką- pocałowałam go.
-No dobrze, tylko zadzwoń jak będziesz w domu. 
-Dobrze, kocham Cię.
-Też Cię kocham.

Gdybym wiedziała co się stanie, kiedy wyjdę z jego mieszkania i wsiądę do tej cholernej taksówki, to na sto procent albo bym została, albo bym pozwoliła żeby mnie odwiózł. 
Po podaniu taksówkarzowi adresu zobaczyłam, że mój telefon się rozładował. Byłam już lekko zdenerwowana bo ładowarkę zostawiłam u Mario i znając go będzie panikować. W sumie nie zdążyłam głębiej się nad tym zastanowić. Usłyszałam tylko krzyk kierowcy, potem był huk i ciemność. 


~Mario~

Wyszedłem właśnie z pod prysznica, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Byłem pewny, że to moja dziewczyna. Zdziwiłem się więc, gdy zobaczyłem nieznany numer. Na początku nie chciałem odbierać, jednak doszedłem do wniosku, że to może być coś ważnego. Nie pomyliłem się.

-Halo?-odebrałem równocześnie poprawiając podkoszulek.
-Witam, czy rozmawiam z Panem Mario Goetze?
-Tak o co chodzi?
-Dzwonię z policji. Przykro mi to mówić, ale muszę Pana poinformować, że Jasmin Koch miała wypadek. Jest Pan wpisany jako osoba, którą w takich sytuacjach mamy informować.
-Jak to wypadek?!-musiałem usiąść- Czy wszystko z nią dobrze?!
-Niestety Pani Koch została przetransportowana do szpitala w stanie bardzo ciężkim. Więcej dowie się Pan od lekarzy. Leży w szpitalu publicznym.
-Dobrze, dziękuję- rozłączyłem się i najszybciej jak było to możliwe pojechałem do szpitala. W drodze zadzwoniłem do rodziców, żeby poinformowali państwa Koch. Nie miałem głowy, żeby zadzwonić jeszcze do kogoś innego. 
Do szpitala wpadłem jak burza. Pielęgniarka w recepcji powiedziała mi, że moje Słońce jest operowane, więc biegiem udałem się pod salę operacyjną.
Siedziałem tam już jakiś czas, wycierałem właśnie oczy mokre od łez, kiedy do moich uszu dotarł płacz. Obróciłem się widząc moich rodziców, a zaraz za nimi Marco, Robina, Marcela i Florę.
-Co z nią?-zapytała moja mama, która co chwilę ocierała łzy.
-N..Nie mam pojęcia-pociągnąłem nosem- Operują ją już drugą godzinę.
-Co się właściwie stało?-zapytał blady jak ściana Robin.
-Nie mam kurwa pojęcia- pokiwałem głową- Uparła się wracać taksówką. Chciałem ją odwieźć...To moja wina-rozpłakałem się jak dziecko.
-Mario-głos Marco zmusił mnie do popatrzenia w jego stronę- To nie jest Twoja wina. Rozumiesz? Wszyscy doskonale wiemy, jak Jasmin jest uparta.
-On ma rację.- Marcel poklepał mnie po plecach- Musimy teraz wierzyć, że wszystko będzie dobrze.
-Musi być dobrze, to silna dziewczyna- mój tata chyba sam nie wierzył w to co mówił.
Może i Jasmin jest silna, ale nie ma supermocy.

Czas jakby stanął w miejscu. Upływała już czwarta godzina operacji, kiedy zaczęło się istne piekło. Z sali operacyjnej niczym z procy wypadły dwie pielęgniarki. Jedna dzwoniła i mówiła, żeby przygotować więcej jednostek krwi, a druga mówiła coś, czego nikt nie zrozumiał. Chciałem do nich podbiec, ale zatrzymała mnie silna ręka Robina i szloch Flory.
-Nie. Poczekaj na lekarza. 
Zrezygnowany usiadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach.
 Pół godziny później z sali wyszedł lekarz. Na jego widok wszyscy się poderwali.
-Panie doktorze i co z nią?!-zapytałem patrząc na niego z nadzieją.
-Jest Pan kimś z rodziny? 
-Tak, jestem jej narzeczonym-skłamałem. Gdybym powiedział, że jestem jej chłopakiem to na pewno by nie udzielił mi informacji.
-To zapraszam do gabinetu.
-Nie może Pan powiedzieć tego tutaj? Oni wszyscy to jej rodzina-powiedziałem pokazując na stojących obok ludzi.
-No dobrze. Więc pacjentka straciła bardzo dużo krwi. Niestety zatrzymywała nam się na stole kilka razy i musieliśmy ją reanimować. Jej obrażenia były bardzo poważne. Nie będę Państwa oszukiwać. Nie wiadomo czy pacjentka przeżyje.- po usłyszeniu tych słów moje serce boleśnie się ścisnęło a nogi stały się jak z waty. 
Niewiele pamiętam z tego co działo się późno. Siedziałem przed salą, w której leżała moja miłość i modliłem się, żeby przeżyła. Robin zabrał Florę do domu, bo dziewczyna zemdlała a potem wpadła w histerię. Marco siedział obok mnie trzymając za rękę Scarlett, która niedawno przyjechała, Marcel nie mógł usiedzieć na miejscu, więc poszedł po którąś z rzędu kawę a moi rodzice stali przytuleni do siebie i nic nie mówili.
-Nie mogę jej stracić Marco, rozumiesz to?!- płakałem.
-Nie stracimy jej- on również nie powstrzymywał łez- Ona będzie żyć, musi żyć.

Obudził mnie okropny ból w kręgosłupie i rozmowy. Otworzyłem oczy i wydarzenia z poprzedniego wieczoru i nocy uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Poderwałem się z krzesła.
-Co z nią?!-zapytałem stojącego niedaleko Marco.
-Bez zmian. Lekarze mówią, że najbliższe dni będą decydujące. Na wszelki wypadek-tu głos mu się załamał- mamy się z nią pożegnać.
-Jak to pożegnać?- nie mogłem uwierzyć w to co słyszę.
-Mario-podszedł do mnie i mocno mnie przytulił- Ona może umrzeć. Musimy się pożegnać.


_____________________________________________________________________________

Idę do schronu ;D
Kocham, buziaki :*
* - Zedd "I want you to know" ft. Selena Gomez

środa, 30 listopada 2016

13 ♥

"Something inside us know's there's nothing guaranteed
Yeah, girl, I don't need you to tell me that you'll never leave, no
When we've done all that we could to turn darkness into light, turn evil to good
Even when we try so hard for that perfect kind of love, it could all fall apart"*



Kiedy byłam małą dziewczynką wyobrażałam sobie swoje życie jako miłe,bezproblemowe.
Takie jak w bajkach. Księżniczka poznaje księcia, zakochują się w sobie i nawet mimo przeciwności losu w końcu są razem i żyją długo i szczęśliwie. Obecnie wiem, że bajki nie istnieją, nic nie jest takie,jakbyśmy chcieli żeby było. Nasze życie to pasmo porażek, podnoszenia się po ciężkich chwilach i próbowania wszystkiego. 
Mimo, że pogodziłam się z Mario i normalnie rozmawiamy wiem, że nie jest tak jak kiedyś i chyba nigdy nie będzie. Na pierwszy rzut oka widać, że coś nie gra. Tylko co? Otóż oboje nie jesteśmy pewni, czy chcemy odbudować to co było między nami, czy może zacząć coś nowego, z kimś innym i przyjaźnić się tylko.  Od czasu naszego pogodzenia byłam zwolenniczka opcji numer dwa, czyli chciałam postawić na przyjaźń. Jednak wieczór, kiedy z Florą postanowiłyśmy spędzić na jedzeniu sushi, piciu wina i plotkach skończył się na szoku, który przeżyłyśmy nie tylko my, ale chyba połowa kibiców BVB i fanów, głównie fanek Marco. Tak, chodzi mi o te zaręczyny. MARCO REUS ZARĘCZONY. Od dwóch tygodni to najgorętszy temat w internecie, gazetach czy programach plotkarskich. I tu można by pomyśleć, że jestem zazdrosna, czy coś w tym stylu. Jednak tak nie jest. Jestem tylko zawiedziona, że nasze stosunki popsuły się do tego stopnia, że już nic nie wiem o Marco. Jedyną pocieszającą myślą jest to, ze zarówno Robin jak i Marcel również nie mieli o niczym pojęcia. Sam Reus nie chciał po tym im nic powiedzieć, co dla wszystkich było dziwne. 

Dzisiaj 14 maja. Ciężki dzień dla mojej rodziny. Szósta rocznica śmierci mojego, starszego brata Sebastiana. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę sama iść na cmentarz. Rodzice musieli wrócić do Norwegi, firma taty nie mogła długo pozostać bez szefa. Mama była pisarką i mogła pisać wszędzie, jednak twierdziła, że w Alesund ma najlepszą wenę. Według mnie najzwyczajniej w świecie uciekli, robili tak co roku. Odwiedzali go zawsze jak byli w Dortmundzie, ale 14 maja nie mogli się przełamać.
Sebastian był kochającym starszym bratem. Zawsze mnie wspierał, stawał po mojej stornie i był w stanie poświecić wszystko, żebym tylko była szczęśliwa.Był synem, który zawsze pomógł tacie w naprawie samochodu, a mamie zawsze pojechał po zakupy i posprzątał w domu bez gadania.
 Zginął mając 19 lat. Jechał do swojej dziewczyny, jednak stracił panowanie nad samochodem i dachował. Jego obrażenia były zbyt ciężkie. Umarł na stole operacyjnym. Miałam 17 lat i po raz pierwszy poczułam jak to jest stracić kogoś, kogo kocha się całym sercem.
Nie poszłam dzisiaj na uczelnię. Spałam do 11, potem zjadłam "śniadanie", wykąpałam się, umyłam głowę i siedziałam do 14 w szlafroku. Byłam w dziwnym zawieszeniu. W końcu postanowiłam się umalować i ubrać. Jak zwykle w tym dniu postawiłam na czerń. I nie chodzi tu o żałobę, czy coś. Czarny był ulubionym kolorem Sebastiana. Rozczesałam włosy i związałam je w luźnego koka. Wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i zeszłam na dół. Wsiadłam do samochodu,który rodzice kupili mi na zbliżające się urodziny i ruszyłam w kierunku cmentarza. Po drodze wstąpiłam do kwiaciarni, która jako jedyna miała czarne róże, oraz do sklepiku przy cmentarzu, gdzie kupiłam znicz. 
Z gulą w gardle stałam przy grobie Sebastiana. Zapaliłam znicz a kwiaty włożyłam do wazonu. Wzięłam drżący oddech. Nie mogłam dłużej powstrzymywać łez. Tak bardzo za nim tęskniłam. Chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy, chciałam się do niego przytulić, pośmiać się z nim, popłakać. Zjeść jego ulubioną pizze a potem iść pobiegać. Chciałam żeby widział jak kończę studia, zaczynam pracę. Jak wychodzę za mąż, jak zostaję matką a on najlepszym na świecie wujkiem, który mimo zakazu rodziców kupuje dzieciom czekolady. Chciałam żeby po prostu był. 
-Tak bardzo za Tobą tęsknię.
-Ja też-do moich uszu dotarł głos osoby, której się w ogóle nie spodziewałam.
-Co ty tu robisz? Myślałam, że jesteś na treningu-otarłam łzy.
-Byłem, ale wiedziałem, że tu będziesz a nie mogłem pozwolić, żebyś w takim dniu była tu sama.
-Dziękuję Mario-przytuliłam chłopaka.
-Nie masz za co kochanie, zawsze będę-pocałował mnie w czoło.
-Cholernie za nim tęsknię, wiesz?
-Wiem, ja też tęsknię. Gdyby nie on, to wiesz,że nigdy nie odważyłbym się do Ciebie zagadać? To on mi powiedział, że też Ci się podobam. Od początku nam kibicował- uśmiechnął się patrząc na grób.
-Naprawdę?-uśmiechnęłam się.
-Tak. Powiedział mi też, że mam o Ciebie dbać. Trochę mi to nie wyszło, ale pozwól mi to naprawić-Mario stanął naprzeciwko mnie i spojrzał mi w oczy- Pozwól mi o Ciebie dbać. Jednak przyjaźń mi nie wystarcza.
-Dobrze-pokiwałam głową i uśmiechnęłam się przez łzy, które nadal uporczywie leciały mi z oczu- Dbaj o mnie.
-Kocham Cię Jasmin-otarł mi ciecz, która spływała po moich policzkach i pocałował mnie.
-Też Cię kocham, nigdy nie przestałam i nie przestanę-powiedziała, gdy oderwał swoje usta od moich.
-Nie przestawaj.




_____________________________________________________________________________
Może nieco krótki, ale taki miał być. 
Mam nadzieję, że mimo wszystko się podoba :)
Kocham Was ♥
* - John Legend "Love me now"